Koniec urlopów

Czas szybko biegnie, co oczywiście nie jest żadnym odkrywczym stwierdzeniem. Niedawno rozpoczęły się zimowe ferie. Mogliśmy dłużej pospać, odpadło odrabianie lekcji. Były wyjazdy do kina i na basen, trochę innych atrakcji. Jednym słowem – odpoczywaliśmy. Nim się spostrzegliśmy, dzieciaki wróciły w szkolne mury – w poniedziałek. Było ciężko, bo zerwaliśmy się rano, co nie wywołało u nikogo nawet odrobiny entuzjazmu. No, atmosfera była trochę nerwowa. Jak mówią młodzi – nie mogliśmy się ogarnąć, ale tak jest u nas często, gdy trzeba wrócić do ustalonego schematu działania.
Powoli jednak wdrażamy się w nowy-start rytm dni. Nie ma innego wyjścia. Ostatnio też starsze dzieciaki żyły w pewnym napięciu, bo w szkole były wywiadówki podsumowujące pierwszy semestr. Trzeba jednak przyznać, że spisały się bardzo przyzwoicie.
Poza tym i u nas chwyciła zima. Mróz jak diabli, więc na podwórku spędzamy mniej czasu niż zazwyczaj. Staramy się jednak od czasu do czasu wybrać na wspólny spacer do lasu – przyjemnie się przejść budowaną właśnie ścieżką rowerową. A potem wrócić do ciepłego domu.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Szybki wyjazd

Zimowe ferie u nas bez śniegu. Nic to – dzieciaki i tak dużo czasu spędzają na podwórku. Zamiast na jeździć na sankach i lepić bałwany, grają w piłkę lub gonią się na rolkach.
Tymczasem kilka dni temu Krystiana spotkał nie lada zaszczyt. Otóż okazało się, że chłopak miał 100-procentową frekwencję w pierwszym semestrze. Nie opuścił nawet godziny zajęć. I w nagrodę – podobnie jak kilku innych uczniów – pojechał na szkolny obóz. A tam czekało na niego sporo atrakcji. Basen, wycieczki do lasu, gry i zabawy ruchowe na sali i powietrzu. Krystian wrócił zadowolony, ale zmęczony. Wieczorem szybko położył się spać. Następnego dnia odzyskał jednak wigor. Zobaczył dobrze znanych kumpli, wyciągnął z przybudówki swoją ulubioną piłkę i poszedł biegać na boisko. Pobawił się też swoich samochodem antygrawitacyjnym…

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Aktorzy mali i więksi

Tradycyjnie co roku dzieci i młodzież z naszej Wioski przygotowują przedstawienie o tematyce bożonarodzeniowej. Nie inaczej było i tym razem. Od kilku tygodni trwały próby – otoczone nimbem tajemnicy. Na zewnątrz nie wydostały się nawet strzępy informacji o obsadzie ról, podkładzie muzycznym czy scenografii. Trudno się więc dziwić, że ciekawość przed premierą była duża.
Aktorzy i twórcy spisali się jednak znakomicie. Aktorzy, choć zdenerwowani, sprawnie odegrali swoje role, a kwestie mówili – jak to bywa – głośno i wyraźnie. Dopisała również publika, co cieszy, bo przecież odgrywa się jasełka dla kogoś.
Muszę dodać, że w spektaklu udział wzięły i nasze dzieciaki. Daga wcieliła się w postać Diablicy, Marta zagrała Sknerusa, a Gosia i Krystian próbowali swych sił jako Maria i Józef.
Po zakończonym przedstawieniu wszystkie dzieciaki dostały nie tylko rzęsiste brawa, ale i po worku słodyczy.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Ferie, a śniegu nie ma

W naszym województwie mamy już zimowe ferie. Szkoda tylko, że aura nie jest łaskawa. Raczej wieje i pada deszcz niż mrozi i śnieży. Nic to. Trzeba sobie jakoś radzić. Krystian w nagrodę za stuprocentową frekwencję na lekcjach jedzie na obóz szkolny. Reszta pozostaje w domu, ale nie powinna się nudzić. Czuję, że będziemy odpalać konsolę i pogrywać aż miło. Ponadto w Karlinie jest okazja, by wziąć udział w różnych zajęciach. W Wiosce oczywiście też będzie co robić. Są zaplanowane wyjazdy do kina i Aquaparku, różne zabawy i konkursy. Podejrzewam więc, że dwa tygodnie miną bardzo szybko. Ale na razie cieszmy się wolnym.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Koniec semestru

Szybko się to wszystko potoczyło. Kilka miesięcy temu dzieciaki wróciły do szkoły, a zdaje się jakby to było wczoraj. Nim się obejrzeliśmy, już zakończył się także pierwszy semestr. Muszę powiedzieć, że z wyników szkolnych jesteśmy zadowoleni. „Piłowanie” trwało do końca, ale bardzo nam zależy, żeby dzieciaki przykładały się do nauki. Oczywiście nie przykładamy tej samej miary do każdego. Ale każde z nich dało z siebie prawie wszystko, by uzyskać jak najlepsze oceny. I tak powinno – naszym zdaniem – być.
A po wywiadówkach wszelakich nadszedł czas na szkolne bale karnawałowe. Najpierw bawiły się najmniejsze dzieci, czyli Mela i Gosia. Pierwsza przebrała się za ptaszka, a druga za „Królewnę Nockę”. Tak czy inaczej obie wróciły bardzo zadowolone. Potem w tany ruszyli Marta i Krystian – już bez przebrań, tylko w strojach galowych. Też wrócili zadowoleni i zmęczeni.
Jest jednak teraz sporo czasu, by zebrać siły i odpoczywać. I przede wszystkim wysypiać się do woli.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Poranne wstawanie

Przerwa świąteczno-noworoczna i kolejny wolny dzień nieco wybiły nas z rytmu dnia. Zazwyczaj wstajemy kilkanaście minut przed siódmą, by razem zjeść śniadanie i wyprawić dzieciaki do szkoły. Przez ostatnie dni – z powodu przerwy szkolnej – ten schemat został zburzony. Spaliśmy dłużej, bo przecież kiedyś trzeba wypocząć.
I tak nam się jakoś poprzestawiało, że pewnego ciemnego poranka, gdy dzieciaki miały wolne, Dorota zerwała się z okrzykiem, że zaspaliśmy. Zaraz też chwyciła za telefon, bo wydawało się jej, że miała obudzić jakąś koleżankę. Okazało się jednak, że wybrała zły numer i przerwała sen zupełnie innej osobie – o szóstej rano!
Pośmialiśmy się z tego i… poszliśmy spać dalej. Dzieciaki obudziły nas kilka minut po dziewiątej, zapraszając do stołu na śniadanie.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

W Kołobrzegu deszczowo

Rozpoczął się nowy rok. Dni płyną jak co dzień, czyli u nas wszystko w normie. No, z małym wyjątkiem – wszyscy jesteśmy starsi.
Tradycyjnie już pierwszy dzień Nowego Roku powitaliśmy w Kołobrzegu. 1 stycznia wstaliśmy wcześnie rano – na ulicach pustki i wszechobecne śmieci, po butelkach i fajerwerkach. Po szybkim śniadaniu równie szybko pospieszyliśmy na dworzec kolejowy. Pociąg punktualnie dowiózł nas nad Bałtyk. Tymczasem w Kołobrzegu niespodzianka, i to niemiła. Gdy wyjeżdżaliśmy z Karlina było pogodnie, a nad morzem wiatr i ulewa. Na plaży małe grupki spacerowiczów pod parasolami, głównie zadowolonych Niemców. No i para morsów – dziewczyna i chłopak szybko zrzucili z siebie ciuchy i popędzili do wody. Duży szacunek. Dorota wsparła ich czekoladkami i dobrym słowem.
Ponieważ lało jak z cebra, więc my też pognaliśmy do zaprzyjaźnionej restauracji na frytki i coś ciepłego do picia. Ale ile można siedzieć w restauracji? Ruszyliśmy w drogę powrotną, zatrzymując się jednak jeszcze w lodziarni. Jednak na dalszą konsumpcję zdecydowały się tylko dzieciaki.
Do pociągu wsiadaliśmy mokrzy. Przemoczeni wróciliśmy do domu, w średnich nastrojach. Jednak dobra kolacja, gorąca kąpiel i fajny film na dobranoc znacznie poprawiły nam humory.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Końcówka coraz bliżej

Zbliża się koniec roku. A u nas spokój, nie odczuwamy jeszcze podekscytowania związanego z Sylwestrem i całą tą noworoczną otoczką. Ponieważ dzieciaki mają wolne, więc trochę więcej i dłużej niż na co dzień eksploatują komputer. Na topie są też powtórki seriali wszelakich. Pogoda raczej deszczowo-jesienna, a zatem większość czasu spędzamy w domu.
Nie mamy też wielkich planów sylwestrowych. Przyjadą do nas znajomi z Bydgoszczy, to pewnie posiedzimy i pogadamy. Może będą też tańce – zależy czy dzieciaki będą miały ochotę się trochę pogibać. A w Nowy Rok pewnie tradycyjnie już wsiądziemy do pociągu – nie byle jakiego – i pojedziemy do Kołobrzegu. Na spacer plażą i wizytę w kawiarni, gdzie zamówimy gorącą aromatyczną czekoladę/kawę (niepotrzebne wykreślić).
Korzystając z okazji chcemy też czytelnikom naszego bloga życzyć na nadchodzący 2012 rok – NIEBA!

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Świąteczny czas

Na te dni wszyscy czekaliśmy niecierpliwie. Młodsze dzieciaki, które mają jeszcze słabe poczucie czasu, od kilku tygodni bezustannie pytały.
- To kiedy w końcu będą święta?
W końcu nadeszło Boże Narodzenie. Zanim jednak rozpoczęliśmy świętowanie była chyba jedyna tej zimy okazja, by z przybudówki wyciągnąć sanki – spadł śnieg. Co prawda szybko się stopił…
Same święta upłynęły bardzo spokojnie, w rodzinnej atmosferze. Jak co roku przyjechali do nas rodzice Doroty, więc przy wigilijnych stołach zasiadło u nas dziesięć osób. Wieczerza, prawdę powiedziawszy, szybko się zakończyła, bowiem dzieciaki przebierały nerwowo nogami w oczekiwaniu na prezenty. Nie było więc sensu przedłużać ich oczekiwania. Ostatecznie były bardzo zadowolone z podarunków.
Świąteczne dni spędzaliśmy na błogim lenistwie, spacerach i jedząc pyszne potrawy – najszybciej „zeszły” pierogi oraz wszelkie sałatki.
Teraz mamy też trochę odpoczynku – od szkoły. Wstajemy późno i kładziemy się spać też później niż zazwyczaj. I tak do Nowego Roku.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Pan z brodą

Mogę liczyć na Państwa dyskrecję? Jeśli tak to powiem coś, ale w wielkiej tajemnicy. Chodzi o Melę i jej rówieśników z zerówki. Przed świętami odbyło się w szkole spotkanie wigilijne. Dzieciaki przygotowały przedstawienie, rodzice wraz z panią nauczycielką przystroili salę, a na stołach pojawiły się ciastka, owoce, soki i wszystkie specjały nieodzowne przy tego typu spotkaniach. Problem był jeden. Nie było św. Mikołaja. Cóż było więc robić. Ponieważ ta rola nie jest mi zupełnie obca – w latach poprzednich pojawiałem się już w przedszkolu jako jegomość z brodą i prezentami – szybko się zgodziłem. Przed wejściem do sali wbiłem się w tradycyjne czerwone wdzianko, przykleiłem brodę, pod koszulę – na wysokości brzucha – włożyłem kilka poduszek, bo czy ktoś widział szczupłego Mikołaja?
Rola chyba wypadła przyzwoicie. Mela przez moment nie domyśliła się, kto wcielił się w postać św. Mikołaja. Nawet w domu na natarczywe pytania pozostałych dzieciaków, sugerujące jasno kto stał za tym wszystkim, odpowiadała, że Mikołaj był jak najbardziej prawdziwy. I o to chodzi…

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

WP-Backgrounds by InoPlugs Web Design