Taniec karnawałowy

W ostatnią sobotę karnawału pojechaliśmy do Białogardu. Adrian i Krystian zostali z naszą ciocią, a reszta wybrała się na galowy występ taneczny, w którym brały udział Marta, Mela i Gosia. Dziewczyny od kilkunastu tygodniu intensywnie uczestniczą w zajęciach tanecznych i teraz właśnie przyszła pora, by szerszej publiczności zaprezentować, wraz z kolegami i koleżankami, swoje umiejętności.
Najpierw w licznej grupie tańczyły Marta i Gosia. Publice podobał się zwłaszcza taniec „western”. Wyszło równo i w rytmie. A o to chyba chodzi. Potem w tany ruszyła Mela. U sześciolatkow trudno jeszcze o synchronizację, ale pokaz miał swój niezaprzeczalny urok.
My cieszymy się, że dziewczyny dobrze się bawiły (co utrwalała fotograficznie i operatorsko Dagmara). Zadowoleni byli też goście, czyli głównie rodzice i dziadkowie tancerzy, a także nauczyciele tańca. Na koniec nasze tancerki otrzymały dyplomy, a od nas po czekoladzie. Dziewczyny obiecały też, że kolejny występ – zaplanowany w czerwcu – będzie jeszcze bardziej efektowny.
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Baaardzo tłusty czwartek

Tradycji stało się zadość. Tłusty czwartek w naszym domu rozpoczął się już dwa dni wcześniej. Ciocia Edyta, nasza asystentka, postanowiła przygotować faworki zwane też chrustami. Szybko się uwinęła, przygotowując gigantyczne ilości słodkości. „Towaru” było naprawdę dużo – ostatnie faworki zostały zjedzone w środę, przez Dorotę, która lubi przegryźć coś do popołudniowej kawy. Ostatnie chrusty widać na załączonym zdjęciu…
A w czwartek od rana zajadaliśmy się pączkami. Tutaj muszę nieskromnie przyznać, że podniosłem średnią krajową, która podobno wynosi 2,5 pączka na twarz. Zjadłem sześć sztuk, dzieciaki też nie próżnowały, chociaż do mojego wyniku się chyba nie zbliżyły. Na szczęście nikt się nie pochorował, a tradycja przetrwała w narodzie…
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Przedszkolne ślizgi

Pogoda jaka jest, każdy widzi. Mrozi aż miło, a że jeszcze nas zasypało, to dzieciaki maja radochę. Mela swą codzienną podróż do szkoły, gdzie edukuje się w zerówce, odbywa na sankach. Oczywiście, po drodze musi coś wykombinować, bo przecież zwykły ślizg jest zbyt nudny. Ostatnio właśsnie położyła się na sankach i próbowała uciąć sobie krótką drzemkę. Nie dała jednak rady. Ale chyba i tak dobrze się bawiła.
Po przyjeździe do domu, od razu ruszyła z koleżankami-sąsiadkami, Sandrą i Beatą, lepić bałwana. Ostatecznie niewiele z tego wyszło, bo dziewczyny nie miały cierpliwości, ale i tak pobawiły się na podwórku. Tak na niby jadły lody, popijały to wymyślonymi koktajlami i zagryzały wyimaginowanymi przekąskami. W rzeczywistości apetyty dopisywały potem niesamowicie. Ale o tym, ile dzieci naprawdę zjadły pączków, w następnym odcinku…

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Lodowe budowle

Zima u nas w pełnej krasie – pewnie podobnie jak w całej Polsce. Mróz trzaskający, mnóstwo śniegu, a więc dzieciaki mają ubaw. Szkoda jedynie, że zima przyszła do nas tak późno, czyli po feriach. Jednak nasze pociechy staraja się wykorzystać aurę i dużo czasu spędzają na podwórku. Z przybudówki wyciągnęliśmy wszystkie sanki, łopaty i inne urządzenia, które mogą służyć do zabaw na śniegu.
Dużą kreatywnością wykazuje się zwłaszcza Krystian, który wraz z kolegami buduje co dzień nowe igloo. Ostatnio postawili naprawdę sporych rozmiarów lodowy domek – taki, że mogło się w nim swobodnie pomieścić kilka osób. A my tylko pilnowaliśmy, by budowla nie runęła… Stało się to jednak wieczorem, gdy jacyś wandale zburzyli śniegowe dzieło.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Pada i pada

W naszym stowarzyszeniu mówi się, że bywają dni słoneczne, ale są i deszczowe. To określenie dni, w których kłopoty z dziećmi nie występują lub tych problemów jest pod dostatkiem. U nas ostatnio pada, że aż miło. I to nie deszcz, ale śnieg. Nasze dzieciaki – nie będę tu wymieniał imion, bo są i takie, które zachowują się okej – są wobec siebie nie halo, jak mówią mlodzi; ciągle się o coś droczą, ciągle coś im nie pasuje. Nie ukrywam, że utrzymanie ładu i harmonii kosztuje nas sporo zdrowia i wysiłku. A przede wszystkim gadania. Ostatnio ciągle tylko gadamy i gadamy, i gadamy, by różne sytuacje nie utrudniały nam życia.
Wiemy, że to element tej pracy. Przyjmujemy to z pokorą, wyglądając promyków słońca.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Optyka się zmienia

W ostatnim czasie gromadnie wybraliśmy się do okulisty. Pojechaliśmy w silnym składzie – sześć osób. W domu zostali tylko Adrian i Marta, którzy ze wzrokiem nie mają problemu.
W pierwszej kolejności u okulisty zameldowała się Dagmara. Niewiele się jednak zmieniło, ale kontrola była potrzebna. Gosia też nie musi nosić szkieł. Potem receptę
na nowe okulary otrzymał Krystian (to już chyba jego 7 lub 8 para), potem pierwsze w swoim krótkim życiu Mela, no i ja.
Gorzej było o optyka, gdzie wybieraliśmy oprawki. Wizyta w salonie trwała blisko dwie godziny, choć musieliśmy wybrać tylko oprawki dla Krystiana i Meli. Ale – jak to na zakupach – to było nie takie, w kolejnych nie pasował kształt, a w następnych kolor pozostowiał wiele do życzenia. W końcu jednak udało się coś sensownego wybrać. Tak więc teraz w naszym domu stan: okularnicy – nieokularnicy wynosi 4:4.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Koniec urlopów

Czas szybko biegnie, co oczywiście nie jest żadnym odkrywczym stwierdzeniem. Niedawno rozpoczęły się zimowe ferie. Mogliśmy dłużej pospać, odpadło odrabianie lekcji. Były wyjazdy do kina i na basen, trochę innych atrakcji. Jednym słowem – odpoczywaliśmy. Nim się spostrzegliśmy, dzieciaki wróciły w szkolne mury – w poniedziałek. Było ciężko, bo zerwaliśmy się rano, co nie wywołało u nikogo nawet odrobiny entuzjazmu. No, atmosfera była trochę nerwowa. Jak mówią młodzi – nie mogliśmy się ogarnąć, ale tak jest u nas często, gdy trzeba wrócić do ustalonego schematu działania.
Powoli jednak wdrażamy się w nowy-start rytm dni. Nie ma innego wyjścia. Ostatnio też starsze dzieciaki żyły w pewnym napięciu, bo w szkole były wywiadówki podsumowujące pierwszy semestr. Trzeba jednak przyznać, że spisały się bardzo przyzwoicie.
Poza tym i u nas chwyciła zima. Mróz jak diabli, więc na podwórku spędzamy mniej czasu niż zazwyczaj. Staramy się jednak od czasu do czasu wybrać na wspólny spacer do lasu – przyjemnie się przejść budowaną właśnie ścieżką rowerową. A potem wrócić do ciepłego domu.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Szybki wyjazd

Zimowe ferie u nas bez śniegu. Nic to – dzieciaki i tak dużo czasu spędzają na podwórku. Zamiast na jeździć na sankach i lepić bałwany, grają w piłkę lub gonią się na rolkach.
Tymczasem kilka dni temu Krystiana spotkał nie lada zaszczyt. Otóż okazało się, że chłopak miał 100-procentową frekwencję w pierwszym semestrze. Nie opuścił nawet godziny zajęć. I w nagrodę – podobnie jak kilku innych uczniów – pojechał na szkolny obóz. A tam czekało na niego sporo atrakcji. Basen, wycieczki do lasu, gry i zabawy ruchowe na sali i powietrzu. Krystian wrócił zadowolony, ale zmęczony. Wieczorem szybko położył się spać. Następnego dnia odzyskał jednak wigor. Zobaczył dobrze znanych kumpli, wyciągnął z przybudówki swoją ulubioną piłkę i poszedł biegać na boisko. Pobawił się też swoich samochodem antygrawitacyjnym…

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Aktorzy mali i więksi

Tradycyjnie co roku dzieci i młodzież z naszej Wioski przygotowują przedstawienie o tematyce bożonarodzeniowej. Nie inaczej było i tym razem. Od kilku tygodni trwały próby – otoczone nimbem tajemnicy. Na zewnątrz nie wydostały się nawet strzępy informacji o obsadzie ról, podkładzie muzycznym czy scenografii. Trudno się więc dziwić, że ciekawość przed premierą była duża.
Aktorzy i twórcy spisali się jednak znakomicie. Aktorzy, choć zdenerwowani, sprawnie odegrali swoje role, a kwestie mówili – jak to bywa – głośno i wyraźnie. Dopisała również publika, co cieszy, bo przecież odgrywa się jasełka dla kogoś.
Muszę dodać, że w spektaklu udział wzięły i nasze dzieciaki. Daga wcieliła się w postać Diablicy, Marta zagrała Sknerusa, a Gosia i Krystian próbowali swych sił jako Maria i Józef.
Po zakończonym przedstawieniu wszystkie dzieciaki dostały nie tylko rzęsiste brawa, ale i po worku słodyczy.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Ferie, a śniegu nie ma

W naszym województwie mamy już zimowe ferie. Szkoda tylko, że aura nie jest łaskawa. Raczej wieje i pada deszcz niż mrozi i śnieży. Nic to. Trzeba sobie jakoś radzić. Krystian w nagrodę za stuprocentową frekwencję na lekcjach jedzie na obóz szkolny. Reszta pozostaje w domu, ale nie powinna się nudzić. Czuję, że będziemy odpalać konsolę i pogrywać aż miło. Ponadto w Karlinie jest okazja, by wziąć udział w różnych zajęciach. W Wiosce oczywiście też będzie co robić. Są zaplanowane wyjazdy do kina i Aquaparku, różne zabawy i konkursy. Podejrzewam więc, że dwa tygodnie miną bardzo szybko. Ale na razie cieszmy się wolnym.

Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

WP-Backgrounds by InoPlugs Web Design