Krótki wypoczynek

Dobrodziejstwem pracy w Stowarzyszeniu jest posiadanie, jeśli można tak powiedzieć, asystenta. To osoba, która na kilka godzin dziennie przychodzi pomagać matce SOS w jej codziennych obowiązkach. Zastępuje również matkę wtedy, gdy ta ma urlop – asystent przejmuje wówczas całkowitą opiekę nad dziećmi i domkiem. Z nami od kilku dobrych lat, z bardzo dobrym efektem pracuje ciocia Edyta.
Dorocie zebrało się trochę zaległego wolnego, więc na parę dni skoczyliśmy do Bydgoszczy. Miasto pięknieje, zmienia się – przynajmniej wizualnie – na lepsze. To był dla nas czas krótkiego odpoczynku. Spotkaliśmy się z rodziną i znajomymi; pooglądaliśmy zaległe filmy, odwiedziliśmy ulubione miejsca w „Bydzi”. Do Karlina wróciliśmy naładowani dobrą energią, trochę stęsknieni. Dorota od razu po powrocie poszła do szkoły na dwie wywiadówki… Urlop to już odległa historia ;-)
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Pod pomnikiem

3 maja całą rodziną, wraz z gośćmi, którzy u nas byli, wyruszliśmy pod karliński obelski miejski. W ten sposób – bez wielkich słów i innych spektakularnych akcji – chcieliśmu uczcić przypadające na ten dzień święto (nasza Marta grała w orkiestrze, która szła na czele przemarszu). Tak zwyczajnie, po prostu, po ludzku złożyliśmy, wraz z innymi osobami ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce, kwiaty pod pomnikiem. I tyle. Potem poszliśmy na lody, zjedliśmy świąteczny obiad i kontynuowaliśmy majówkę, mając gdzieś z tyłu głowy myśli, iż za kilka dni wolne się skończy i wrócimy do dobrze znanego rytmu dni.
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Nadmorskie klimaty

Dość długo milczeliśmy nie udzielając się na blogu, ale jesteśmy chyba usprawiedliwieni. Też świętowaliśmy i odpoczywaliśmy. Zaczęło się od przyjazdu naszej niemieckiej koleżanki. Anna, jak już wspominałem wcześniej, studiuje medycynę (aktualnie w Gdańsku) i w miarę możliwiości stara się nas odwiedzać. Potem skład uzupełnili znajomi z Bydgoszczy.
Tradycyjnie już postanowiliśmy udać się w jeden ze świątecznych dni do Kołobrzegu – pogoda była OK, więc nic nie stało na przeszkodzie, by łyknąć nieco jodu. Wybraliśmy też – po długiej dyskusji – podróż koleją, samochody zostawiając na inna okazję. Na dworcu okazało się, że pociąg jest zapchany do granic możliwości. W małym przedziale przeznaczonym do transportu rowerów było chyba z 60 osób, a zatem dość ciasno i duszno. No, ale co to dla twardego Polaka pół godziny mało komfortowej jazdy….
W Kołobrzegu, a jakże, tłumy ludzi i zimny, przenikliwy wiatr (od razu nas orzeźwił i postawił na nogi). Zdecydowaliśmy się jednak na długi spacer. Dzieciaki pogoniły trochę po plaży, do kolan zanurzyły się w lodowatej wodzie. Kawa po takiej przechadzce smakowała jak nigdy. A nasze pociechy zobaczyły przed lokalem jakieś stoły do gry, co poważnie uszczupliło nasze zasoby. Ale przecież święto jest od święta.
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Piknik rodzinny

Jeszcze przed dłuuuugą majówką nasze dzieci – mówię tu o wszystkich podopiecznych mieszkających w karlińskiej Wiosce SOS – mogły wziąć udział w pikiniku rodzinnym. A było sporo atrakcji. Już od wczesnych godziny przedpołudniowych ekipy ustawiały grille i napoje, rozstawiały ławy, krzesła, a jeszcze inne montowały sprzęt nagłaśniający. Przecież piknik bez muzyki (choć wtedy jeszcze bez „Koko Euro spoko”) trudno sobie wyobrazić.
Impreza rozpoczęła się od pokazu sztuczek magicznych. Potem był minirecital muzyczny, konsumpcja ciast, kiełbasek itp. Ale dzieciaki najbardziej czekały na motocyklistów, którzy z wielkich hałasem dojechali do nas. I były niekończące się przejażdżki. Nasza Mela, choć odgrażała się w domu, że na pewno „się karnie” motorem, w końcu spuściła z tonu i zrezygnowała z jazdy – do następnego razu.
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Poczytaj mi, siostro

Staramy się podnosić poziom czytelnictwa w Polsce, kupując i czytając sporo książek. Naszym marzeniem jest, by także dzieciaki łyknęły ten bakcyl. Nie jest jednak łatwo – bo przecież wszystko jest w internecie, mówią nasze pociechy. Mimo przeciwności – nie odpuszczamy. A przecież zawsze do czytania są jakieś lektury. Wtedy pojawia się obowiązek. Ostatnio Krystian i Marta zapoznawali się w przygodami Pana Kleksa. Marta strasznie marudziła, ale jakoś przebrnęła. Krystian po początkowym zapale, szybko ostygł. Ale wówczas wykorzystał swój osobisty urok. Poprosił Gosię, która akurat bardzo lubi czytać, o pomoc. I usiedli razem i Gośka przeczytała mu znaczne fragmenty lektury. Nie wiem, jak została wyceniona ta przysługa, ale pewnie w ramach rozliczeń będą dzielone słodycze.
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Czekamy na gości

Istotnym elementem polskiej rzeczywistości społecznej są tak zwane długie weekendy. A jak wolne, to jest okazja, by trochę odpocząć, spotkać się ze znajomymi, pogadać, no i rzecz jasna, pogrillować. W odwiedziny do nas wybierają się na majówkę goście z Bydgoszczy – to taka nasza prawie sześcioletnia tradycja. Ponadto swój przyjazd zapowiedziała Anna. Pisałem już o niej – to Niemka, była wolontariuszka w naszej Wiosce. Utrzymujemy w dalszym ciągu żywy kontakt. Anna obecnie studiuje medycynę – aktualnie jest na wymianie studenckiej w Gdańsku. Jedzie jednak do Berlina załatwić sobie letnie praktyki w szpitali i z Berlina przyjeżdża prosto do nas (jest bezpośrednie połączenie!). Bardzo się cieszymy, bo to bardzo sympatyczna osoba. Poza tym nasze dzieciaki bardzo Annę lubią…
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Kulinarne dylematy

Po kilku latach wspólnego przebywania – w tym zbiorowego żywienia – stanęliśmy przed poważnym problemem. Co przygotować na niedzielny obiad? Skąd problem? Nasze dzieci mają ograniczony zestaw ulubionych potraw. Z zup: rosół, pomidorowa i ogórkowa (ewentualnie barszcz czerwony; na warzywną reagują alergicznie), z tzw. drugiego dania: schabowy, smażony kurczak, od biedy gulasz. Z rzadka mogą być też naleśniki. Żadne tam foie gras, gicze, polędwice, perliczki czy ryby morskie w różnych glazurach. Dzieciaki krzywo patrzą nawet na pizze, a na wszelkie wyroby hamburgeropodobne reagują skrzywieniem, które zapewne nie jest oznaką zachwytu.
W sobotę zrobiliśmy więc kulinarną burzę mózgów. Oczywiście, zgodnie z zasadą, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie, nie potrafiliśmy osiągnąć sensownego porozumienia. I nagle stało się. Ktoś rzucił – „a może frytki”? W mig zbudowaliśmy porozumienie ponad podziałami. W niedzielę chłopaki od siódmej rano obierali i kroili ziemniaki (na szczęście zachowywali się bardzo cicho, nikogo nie budząc). Popołudniem wystarczyło tylko wrzucić je na olej, dodać kawałek mięsa, surówkę i było po sprawie. Mam jednak nieodparte wrażenie, że lada moment znowu trzeba będzie wprowadzać korekty do naszego menu…
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

Słodkie spółki

Jak już gdzieś pisałem, nasze dzieciaki na Wielkanoc otrzymały sporo słodyczy. W takich sytuacjach scenariusz jest przewidywalny: kilka dni i po słodkościach zostają tylko papierki walające się za łóżkami, ewentualnie we wspomnieniach wraca smak batoników, czekoladek i innych ptasich mleczek. Tym razem Krystian i Gosia zmienili jednak taktykę. Zawiązali bowiem spółkę – nie wiemy, jakiego rodzaju, bo się na tym z Dorotą nie znamy, ale domyśliliśmy się, że każdy z akcjonariuszy wniósł do niej swoją „dawkę” słodyczy. Zostały złożone – słodkie skarby – w depozycie, czyli w zwykłym, ale kryjącym wiele dobrego, kartonie. Nie wiemy też, kto sprawował nadzór i opiekę nad czekoladowymi delicjami, ale wiemy jedno – gdy pozostałe dzieci nie miały już nic, Krystian i Gosia nadal zajadali się słodyczami (ku rozpoczy pozostałych), mając na twarzach wyraz wielkiego zadowolenia. Z tego co wiem, karton nadal nie ukazał swego dna. Pewny to znak, że spółka funkcjonuje sprawnie…
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

W codziennym rytmie

Tak człowiek czekał i koniec. Już po świętach. Wielkanoc spędziliśmy tradycyjnie, czyli rodzinnie. Był czas na refleksję, relaks, zabawę, lekkie biesiadowanie przy stole. Nasze pociechy trochę popracowały w kuchni, przygotowując z własnej inicjatywy jakieś babeczki i jedną z sałatek. Był też „zajączek” – w postaci słodyczy dla dzieciaków. W tym również wielka paka słodkości od pani Jadwigi i pana Sławka z Gdańska, zaprzyjaźnionych z naszą rodziną.
Święta minęły i w środę trzeba było o 6.30 zerwać się z łóżek, by rzucić wyzwanie obowiązkowi edukacyjnemu dzieci. Jednak wszystko poszło bardzo sprawnie – ubieranie, śniadanie i wyjście do szkoły. Co ważne, dzieciaki wróciły zadowolone – wpadły im dobre oceny, spotkały się też w kolegami i koleżankami.
Teraz czekamy na majówkę. Mają nas odwiedzić znajomi z Bydgoszczy, więc trzeba znaleźć grilla, wyciągnąć fotele i liczyć, że pogoda będzie lepsze niż w ostatnich dniach.
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie


Świętowania czas

Dzień rozpoczął się mało sympatycznie – za oknem deszcz, zimno i wiatr. Zakończył się – w wymiarze pogodowym – jeszcze gorzej. Popołudniem zaczęło bowiem dąć jak „150″, zaczął też padać śnieg, a temperatura spadła poniżej zera. Tak zaczęliśmy Wielkanoc…
Natomiast jeśli chodzi o inne kwestie, to dzień był jak najbardziej OK. Rano poszliśmy z koszykiem poświęcić pokarmy; całą rodziną. Była to w zasadzie jedyna okazja, by pospacerować. Potem oddawaliśmy się już uciechom przynależnym dniom wolnym. Czyli trochę telewizji, trochę więcej jedzenia i jeszcze więcej nicnierobienia. Ale i takie dni są potrzebne – nie można przecież żyć w wiecznym pędzie, gonitwie i zabieganiu.
Jednocześnie z okazji Świąt Czytelnikom naszego bloga życzymy pogody ducha, zdrowia, refleksji i odpoczynku.
Adam, tata w SOS Wiosce Dziecięcej w Karlinie

WP-Backgrounds by InoPlugs Web Design